www.adventurepictures.eu
author: Marcin Jamkowski

Rwanda goryle 

 

KUZYNI WE MGLE

Tekst i zdjęcia Marcin Jamkowski / AdventurePictures.eu
 
Goryle górskie są niesłychanie rzadkie i cenne.
Tak cenne, że niedawno jedna z grup... została porwana dla okupu
 
Czarne jak smoła małpie futro było mokre od tropikalnego deszczu. Poklejone w strąki przypominało bardziej małe pędzelki niż sierść jednego z naszych najbliższych kuzynów. Goryl rozejrzał się, zauważył mnie, wstał i na chwilę skrzyżowały się nasze spojrzenia. Po chwili 200-kilogramowe zwierze przeciągnęło się, ziewnęło, ryknęło głośno aż echo poniosło się po dżungli i ruszyło w moim kierunku. Na chwilę zamarłem w bezruchu...
 
Gęste zarośla, strome wzgórza
Prawie codziennie obserwuję goryle
Goryle należą do małp naczelnych, zaliczane są do człowiekowatych i zdaniem naukowców to właśnie wśród nich my ludzie możemy poszukiwać najbliższych (po szympansach) kuzynów. Zamieszkują równikowe lasy Afryki od Kamerunu przez Kongo po Rwandę. Znakomita większość populacji goryli liczącej ponad 100 tysięcy sztuk, żyje w lasach na nizinach Afryki. Najciekawsze i najrzadsze są te, które do życia wybrały sobie wysokogórski las deszczowy – to zaledwie ok. 700 osobników. Jeszcze całkiem niedawno określane przez prymatologów jako osobny gatunek „goryli górskich” żyją tylko w dwóch miejscach – w ugandyjskim parku narodowym Bwindi Impenetrable oraz wulkanicznych górach Virunga leżących na burzliwym styku Demokratycznej Republiki Konga, Ugandy i Rwandy. I to właśnie na zbocza wulkanów Virunga pojechałem, by podglądać naszych krewnych.
 
Niestety, liczba goryli spadła o połowę w ciągu 7 lat
Za pięć lat kłusownicy wybiją wszystkie małpy
Ruhengeri (inaczej zwane Musanze) nie jest ładnym miastem. Niedokończone piętrowe domy przy dziurawych ulicach, graniczą z byle jakim targowiskiem. Na szczęście największe miasto północy Rwandy jest czyste. Cała Rwanda jest zresztą znana w Afryce z dbałości o higienę i ekologię – z uwagi na troskę o środowisko naturalne nie wolno np. używać w kraju torebek foliowych. Każdy, kto przybywa na lotnisko z foliami ze strefy wolnocłowej, musi przełozyć zakupy do toreb papierowych sprzedawanych na lotnisku w Kigali – i to po kilka dolarów za sztukę!
Największym skarbem Ruhengeri jest pejzaż. Nad 100-tysięcznym miastem górują strome stożki kilku wulkanów. Cały łańcuch, którego powstanie jest efektem ubocznym tworzenia się Wielkiej Doliny Ryftowej (a więc powolnego pękania Afryki) składa się z dziewięciu wulkanów spośród których trzy są wciąż aktywne. Erupcja jednego z nich – leżącego na terytorium Konga Nyiragongo – miała miejsce zaledwie pięć lat temu. 200 lat temu niesłychanie aktywny był leżący zaledwie 10 km od Ruhengeri wulkan Muhabura. Swą nazwę („Przewodnik”) zawdzięcza ognistej łunie nad kraterem, która widoczna była z odległości wielu kilometrów. Najwyższy z nich łańcucha wulkanów – Karisimbi – wznosi się na 4507 m n.p.m. i zadarza się, że szczyt leżącej niemal na równiku góry przykrywa czapa śniegu.
Naturalne środowisko goryli górskich jest nie tylko wybuchowe jak równikowy wulkan z powodów geologicznych. Ich kraina leży także w jednych z najbardziej politycznie niespokojnych terenów Afryki. W Rwandzie doszło w ciągu ostatniego półwiecza do licznych wojen domowych, a w 1994 r do ludobójstwa, które pochłonęło ok. miliona istnień ludzkich. Nie mniej niespokojne jest Kongo, którego sięgająca w góry Virunga wschodnia część słabo kontrolowana przez siły rządowe wielokrotnie stawała się dominium lokalnych partyzantów i watażków. W takich warunkach przez długie lata ochrona goryli przed kłusownikami i łowcami okazów dla ogrodów zoologicznych była na dobrą sprawę iluzoryczna. Na domiar złego zabicie goryla było dla mieszkających w lasach Pigmejów jeszcze do niedawna dowodem męstwa i oznaką wejścia w dorosłość.
 
- Postrzeliła pani turystę?
- To nieprawda. Strzelałam nad ich głowami. Nie zamienią tej góry... w jakieś zoo!
Wyprawa na tropienie i podglądanie goryli rozpoczyna się kilkanaście km od Ruhengeri w siedzibie Parku Narodowego Virunga. Jest 7 rano. Przed elegancko wkomponowanym w krajobraz budynkiem zbiera się pięcioro chętnych do oglądania największych na świecie małp. Poza mną jest jeszcze młody Żyd z Nowego Jorku i trzy meksykańskie studentki. Od kilku miesięcy ta czwórka wolontariuszy uczy angielskiego w jednej ze szkół w Nairobii. Wyrwali się na kilka dni z Kenii specjalnie by zobaczyć goryle. – Nie mogę się doczekać – dziewczyny piszczą jak przed koncertem gwiazdy pop.
– Do której grupy goryli chcecie iść – pyta przewodnik po sprawdzeniu dokumentów i upewnieniu się, że wszyscy zapłacili za wstęp do parku i prawo do oglądania goryli (prawie 400 dol. od osoby!). Wszyscy wcześniej poczytali o historii tego miejsca, wiec nikt nie ma wątpliwości: chcemy tropić mieszkające najwyżej w górach stado goryli zwane Susa. Nie tylko dlatego, że to najliczniejsze stado, które można oglądać (39 osobników), ale i dlatego, że to właśnie jego badania rozpoczęła legendarna Dian Fossey.
Ta Amerykanka z San Francisco miała 31 lat, gdy w 1963 roku poznała w Afryce sławę antropologii i paleontologii dr. Louisa Leakeya. Za jego namową rozpoczęła obserwację goryli w Zairze (dziś Dem. Rep. Kongo). Wkrótce przeniosła się do północnej Rwandy i założyła w górach stację badawczą Karisoke (od nazw wulkanów: Karisimbi i Visoke). Obserwowała goryle prawie 20 lat. Gdy zaczynała badania, świadomość wyjatkowości tych małp wsród miejscowych była na tyle niska, że polowano na goryle, by z ich łap robić... pamiątkowe popielniczni. Fossey żyła wśród „swoich” małp, nauczyła się je rozróżniać, zdobyła ich zaufanie. Badania przyniosły jej uznanie wśród naukowców, a pokazujący jej dokonania artykuł w National Geographic – sławę i podziw wśród mas. Nieprzejednaną postawą i gwałtownym charakterem przysporzyła sobie także sporo wrogów. Zwłaszcza, gdy po zabiciu przez kłusowników jej ukochanego goryla imieniem Digit, wypowiedziała otwartą wojnę wszystkim, którzy stali jej na drodze do bezkompromisowej ochrony tych małp. Prawdopodobnie to właśnie kłusownicy za cichym przyzwoleniem szefa Północnej Prowincji, gdzie leży Ruhengeri, zamordowali ją w końcu grudnia 1985 r. w jej domu w rwandyjskiej dżungli. Została pochowana w górach – jej grób znajduje się pomiędzy grobami ukochanych goryli. Dwa lata przed śmiercią napisała książkę o swoich dokonaniach: „Goryle we mgle”, a w 1988 w autentycznych miejscach w Virundze nakręcono o niej film pod tym samym tytułem. Wcielająca się w rolę Fossey Sigourney Weaver spędziła na planie filmu pół roku wśród goryli. Gdy wróciła do Rwandy prawie 20 lat później, ze zdumieniem odkryła, że małpy, które wtedy poznała wciąż ją pamiętają!
 
Nie mogę sobie wyobrazić dnia bez nich.
Chcę je widzieć, słyszeć. Czuć ich zapach
Wyprawa do żadnej z grup rwandyjskich goryli nie jest tak wymagająca, jak do grupy Susa. Najpierw trzeba jechać godzinę po wertepach na pace samochodu terenowego do początku ścieżki w górę wulkanu. Tam każdy dostał do ręki bambusowy kij do podpierania się na śliskim zboczu i rozgarniania zielonej gęstwiny i rozpoczęliśmy powolne kilkugodzinne podejście. Towarzyszyło nam czterech umundurowanych żołnierzy z kałasznikowami. Nic dziwnego - rejon wulkanów widział już niejedną grupę partyzantów, przemytników, kłusowników. Dla rwandyjskiego rządu ludzie wędrujący na oglądanie goryli są kurą znoszącą złote jajka, a wystarczy jeden wypadek i ilość chętnych spadnie do zera. W sąsiedniej Dem. Rep. Konga sytuacja jest tak niestabilna, że chętnych do oglądania tych ssaków jest tam jak na lekarstwo. Trudno się dziwić, skoro nawet niedawno grupa goryli została wzięta tam w roli zakładników. Partyzanci z organizacji Mai Mai po ataku na posterunek strażników parkowych i zabiciu jednego z nich postawili władzom warunki, grożąc, że w razie ich niespełnienia zaczną zabijać goryle. Co najmniej dwie małpy zginęły (prawdopodobnie zostały zjedzone), a inne poranione rozproszyły się po lesie. Negocjacje trwają.
Ochrona goryli w Rwandzie, to nie tylko ludzie z kałasznikowami. Niedawno w wioskach wokół parku przeprowadzono akcje obowiązkowych szczepień ochronnych. – Nie tylko żeby chronić zdrowie ludzi, ale również goryle przed złapaniem jakiś chorób od człowieka – mówi przewodnik. Z tego samego powodu wprowadzono również zakaz zbliżania sie do małp. – Nie wolno podejść bliżej niż na 7 metrów, no, chyba, że to goryl sam się zbliży do nas – instruje przewodnik.
Oprócz niego na czele naszej małej grupki idzie doświadczony tropiciel. Obaj znają każdą piędź ziemi w Virundze. Swoich asystentów wysłali wysoko w górę na zbocze wulkanu jeszcze wczoraj, żeby od świtu śledzili ruchy grupy Susa. Podążając za małpami, na gorąco przez krótkofalówki relacjonują dokładne położenie stada – idziemy więc jak po sznurku.
Największe małpy świata budzą się około 7 rano. Dwie godziny żerują, a potem układają się na sjestę. Gdy odpoczną ruszają w poszukiwaniu kolejnych młodych pędów, owoców i pożywnej kory, i znów zapadają w poobiednią drzemkę. Na spoczynek układają się około godziny 6-7 wieczorem. Codziennie w innym miejscu wiją sobie ogromne gniazda z tropikalnych roślin.
Początkowo maszerujemy miedzami wśród mikroskopijnych poletek uprawianych przez miejscowych Hutu. Widać bataty, maniok, kukurydze, banany. W pobliżu natknąć się można na tradycyjne okrągłe chaty. Na nizinach należą już do rzadkości - modernizujący kraj rząd złożony z Tutsich nakazał wznoszenie chat prostokątnych. Nie wolno już też nakrywać ich dachami z używanch od wieków liści bananowców – zastępują je dachówki, lub czasami – niestety – blacha falista.
Na wysokości około 2300 m n.p.m. robimy chwilę przerwy by uspokoić oddech. – Gdzie są dziś goryle? – pytam przewodnika. Trzask krótkofalówki, krótka konwersacja w szorstkim języku kiniarwanda. – Mamy szczęście, są na wysokości 3000 metrów – odpowiada po konsultacji z tropicielami. A więc przed nami jeszcze do pokonania 700 m różnicy wzniesień. – Kilka tygodni temu nim trafiliśmy na małpy musieliśmy tropić je przez 8 godzin! Wywędrowały prawie pod sam szczyt najwyższego wulkanu.
Wkrótce wchodzimy w chmury. Jest tak, jak powinno być w krainie „goryli we mgle” - widoczność spada do 20 metrów, temperatura zjeżdża w dół o jakieś 10 st. C. i zaczyna padać. Po kolejnej godzinie marszu dochodzimy w deszczu do ściany zieleni. Przed oczami pojawia się zwarty las złożony z bambusów, kolczastych krzewów, pnączy i lian. Wbijamy się jeden po drugim w wąziutki przesmyk wśród zieleni – ścieżkę wydeptaną przez goryle.
 
Małe bawiły się koło mnie.
Nie mogę wyrazić mych uczuć!
Wszystko było tego warte.
Jesteśmy w tropikalnym lesie deszczowym. Dżungla zniewala zapachami i bogactwem form życia. Z zachwytami trzeba jednak uważać - przy ścieżce rośnie z tysiąc gatunków roślin, ale znaczna część z nich jest parząca jak najwścieklejsze pokrzywy, kłująca, trująca. Poruszanie się z plecakiem fotograficznym wśród tych pułapek po stającym dęba błotnistym terenie nie należy do najłatwiejszych zadań.
Po godzinie przedzierania się przez las wychodzimy na porośnietą do pasa polanę. Nagle po lewej stronie wśród zarośli majaczy mi jakiś ciemny kształt. Nie, to niemożliwe, żeby to był... – Goryl! – wyrywa mi się bezwiednie z gardła.
Pierwszy napotkany osobnik, to samica – niewielka, czyli rozmiarów dorosłego Homo sapiens. Siedzi w krzakach dwa metry ode mnie i ciekawie się patrzy. – Ma około 12 lat mówi szeptem przewodnik.
Goryle dorastają do 2 metrów wzrostu i 200 kg wagi. Samice są znacznie lżejsze i mniejsze od samców. W wieku 10-12 lat małpy osiągają dojrzałość płciową. Rodzą jedno młode co ok. cztery lata. Większość goryli całe życie spędza w stadach – przeciętnie 11 osobowych.
Samica bacznie się nam przygląda. Wbrew mitowi King-Konga wpojonemu nam przez pop kulturę, goryle nie są agresywne. Te największe i najsilniejsze małpy są delikatne i raczej nieśmiałe. Wpatrują się w nas swym ciekawskim, świdrującym wzrokiem z zielonej kryjówki. Po chwili kosmata nastolatka traci zainteresowanie nami i wraca do skubania swych gałązek.
Kilka metrów dalej tuż obok niewyraźniej ścieżki siedzi samiec. Jest zbudowany potężniej od samicy, ma długie umięśnione ręce, którymi podpiera się w trakcie chodzenia i krótkie nóżki. Nie zwraca najmniejszej uwagi na naszą piątkę kuzynów z odległych pięter ewolucji. Gdy zaczynam go fotografować, ucina sobie drzemkę. Oszołomiony widokiem pierwszych wielkich małp zaczynam rozglądać się po okolicznych zaroślach. Po chwili jestem w stanie wypatrzeć kilkanaście osobników. Są dwa maleństwa uczepione futra i piersi matek, kilka młodych małp bawiących się w najlepsze i kilkoro dorosłych. Matki studiują każdy nasz ruch. Ich oczy, takie mądre, chciałoby się powiedzieć ludzkie, zdają się mówić: „nie rób mi nic złego, jestem tu z moim potomstwem”. Jest coś niesłychanego w spotkaniu tych wielkich małp, coś z podróży w niesłychanie odległą przeszłość. Próbuję sobie wyobrazić Dian Fossey, jak siedzi sama na ścieżce i stroi do nich miny. Jak młode goryle przychodzą do niej pobawić się jej długimi kasztanowymi włosami. I jak z obawą uczona schodzi z drogi wielkiemu samcowi, który jest szefem grupy. Prawdopodobnie większość starszych małp, które widzę w grupie Susa, za młodu poznała Fossey. Ciekawe, czy myślą o niej i ją wspominają. Zwariowaną Amerykankę, która dla nich poświęciła życie.
Dominujący samiec, mimo potężnych rozmiarów, bezszelestnie wychylił się z krzaków. Ma prawdopodonie ze 30 lat, a na grzbiecie pojawiła się sierść srebrnej maści. Dominujące samce goryli rozpoczynają siwienie właśnie od pleców i stąd ich angielskie określenie „silverback”. Poruszając się bardzo żwawo i atletycznie na czterech kończynach, serią cichych mlaśnięć zwrócił na siebie uwagę całego stada. To on jest strażnikiem i obrońcą grupy przed samotnymi wałesającymi się samcami i przed ludźmi. On też rozstrzyga spory między członkami grupy, decyduje kiedy i gdzie grupa będzie wędrować, pożywiać się i w którym miejscu zatrzyma się na nocleg. Gdy ruszył w górę zarośniętego zbocza prawie 40 goryli szybko poderwało się i podążyło za szefem. Patrzyłem, jak znikają we mgle i gęstwinie tropikalnej dżungli.
 
Cytaty użyte w śródtytułach pochodzą z listy dialogowej filmu „Goryle we mgle”.
Powyższy tekst ukazał się w magazynie Newsweek Polska nr 28/2007
 
forward
do poczytania   |   galeria   |   o nas   |   publikacje   |   kontakt   |   english version

design :· speleo.pl